Ocena: 6

Thom Yorke

Tomorrow's Modern Boxes

Okładka Thom Yorke - Tomorrow's Modern Boxes

[self-released; 26 września 2014]

Zapewne było wam już dane przeczytać o tym, jak to Thom Yorke znowu „zaszokował i zadziwił świat” – że pozwolę sobie nawiązać do tego tabloidowego frazesu, ochoczo wykorzystywanego w muzycznych niusach na temat „Tommorow’s Modern Boxes”. Gwoli ścisłości przypomnę: artysta ponownie skierował światło na problemy muzycznego rynku (i jednocześnie na siebie) za pomocą wyszukanego sposobu dystrybucji nowych utworów. Niegdyś razem z Radiohead powierzył słuchaczom kwestię wysokości ceny za album, umożliwiając im samodzielne ustalenie kwoty, jaką chcą zapłacić online za album „In Rainbows”. Tym razem wyciąga dłoń do serwisów p2p i umieszcza swoje najnowsze dzieło na portalu BitTorrent (choć za pośrednictwem specjalnej bramki życzy sobie za nie sześć dolarów, co staje się jednocześnie precedensem - do tej pory serwis nie pobierał żadnych opłat za pliki). Gdyby spojrzeć na to z punktu widzenia wizerunkowego, nasunęłaby się prosta konstatacja. Szokowanie szokować przestaje, gdy staje się regularne (a z tym przecież mamy tutaj do czynienia). Ale odłóżmy na bok zarówno cynizm, jak i egzaltację. Akurat Yorke wydaje się gościem faktycznie zatroskanym o sprawiedliwe wynagradzenie artystów narażonych na wyzysk ze strony majorsów (vide: kontestacja platformy Spotify za nieuczciwy, w stosunku do wykonawców, podział zarobków z odtwarzanych utworów). Jednocześnie Yorke nie rezygnuje z wiary w powszechny dostęp do kultury skrywany w potędze internetu. To roztropne podejście odróżnia go m.in. od innych popularnych idealistów romansujących z kolei z bardziej elitarnym iTunes (za co zresztą przyjęli na siebie wiadra pomyj). Ale zostawmy na dziś kwestie dystrybucji i przejdźmy do rzeczy. A ściślej - do dźwięków.

Jeszcze przed odsłuchem nowej płyty dochodziły do mnie dość radykalne opinie na jej temat. Na przyład takie, że „Thom za bardzo przyćpał”, że „ciężko się go słucha” albo, że jest po prostu „poj#@any” (ostatnia sentencja to cytat z kulis redakcyjnych). Wiedziony tymi komentarzami – mocno zaintrygowany – prędko postanowiłem skonfrontować recepcję znajomych z własnymi wrażeniami odnośnie materiału. Liczyłem na to, że będę miał do czynienia z jakimś nowym wątkiem w twórczości Yorke’a, materiałem skrajnie eksperymentalnym, odróżniającym się przede wszystkim od dotychczasowych dokonań Radiohead i flirtów z glitchową elektroniką w wersji solo. A tu co? ZA-WÓD.

Po pierwsze – rzeczone opinie okazały się nie do końca zgodne z prawdą, a przynajmniej wydają się lekko naciągane. Gotowy na zgrzyt, innowacje, a może nawet eksperymentalny blitzkrieg, wyczekiwałem zapowiadanego momentu zaskoczenia, wsłuchiwałem się z uwagą, rozmyślałem, odliczałem, aż... niemal przyszło mi zasnąć. Nie ma się czemu dziwić, w końcu większa część tego albumu to tak naprawdę powtórka z rozrywki. To, co Yorke stworzył na „Tommorow’s Modern Boxes” razem z Godrichem, słyszeliśmy już przecież na „The King Of The Limbs”, „In Rainbows”, solowym „The Ereaser”, „AMOK” Atoms For Peace, a nawet na „Składam się z ciągłych powtórzeń” (!) Rojka. Mam na myśli lekko bujające loopy wzbogacane minorowymi, ciężko wlekącymi się dźwiękami klawiszy, do których Thom na przemian – cedzi słowa rozedrganym głosem albo krzyczy z efektem pogłosu, jakby z oddali. To nic innego, jak ciągła fascynacja Apparatem i Burialem, niestety rzadko wzbogacana o nowe pomysły. Na pewno warto zwrócić uwagę na chłodne „The Mother Lode” z połamanym, wręcz tanecznym rytmem lub następujące po tym utworze „Truth Ray” zwalniające tempo – migoczące od repetycji zreversowanych dźwięków syntezatora. Ale najbardziej godnym uwagi momentem tego albumu jest dopiero finisz – tj. dwa ostatnie numery z płyty. Właśnie wtedy Yorke posuwa się do najbardziej nieprzewidywalnych kroków, sięgając wręcz do hauntologii. Wszystko za sprawą niejasnego dźwięku, który przewija się na przestrzeni wspomnianych kawałków, imitując jakby odgłos wiatru dyszącego za drzwiami. Warto wspomnieć, że opisywane utwory najbardziej eksponują repetytywność tej płyty, nie tylko za sprawą rytmu perkusjonaliów (ten występuje głównie w zbliżonym do minimal-techno „There Is No Ice”), ale i dzięki zapętlonym psychodelicznym „pomrukom” wokalnym Yorke’a.

Jako emerytowany bojówkarz Radiohead nie jestem w stanie wystawić zbyt surowej oceny „Tommorow’s Modern Boxes”, ponieważ uważam, że każda z produkcji na niej zawarta, trzyma się przeciętnej (czyli dobrej) poziomu Thoma. Niemniej jednak prawdą jest, że odsłuch może trochę nużyć. Zmącił moje myśli jedynie w nieoczywistej końcówce, kiedy już trzeba było zbierać się na ripit. Problem w tym, że jego wciśnięcie nie wywołało we mnie szczególnego entuzjazmu. Tak się nie robi, Panie Tomaszu.

Rafał Krause (2 października 2014)

Oceny

Marcin Małecki: 8/10
Jędrzej Szymanowski: 7/10
Michał Weicher: 6/10
Średnia z 3 ocen: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: 1
[19 października 2014]
Yorke ty durniu, przestań grać pod publiczkę i wróć do korzeni i bądź sobą!
Gość: Ben
[6 października 2014]
Proszę poprawić błędy w tekście, czyli "Nie mniej jednak prawdą jest..." - słowo "niemniej" piszemy razem! A potem brać się za ocenę muzyki.
Gość: konrad
[2 października 2014]
kulisów? chciałbym, żeby i u mnie w redakcji pracowali Kulisi.
Gość: krause nzlg
[2 października 2014]
tak, tak, wiem - ale zawód miał odnosić się do wyczekiwania na zmiany, a szóstka do ostatniego akapitu
Gość: lolsą
[2 października 2014]
"A tu co? ZA-WÓD."
zawodom to daje się ocenę poniżej 5 a nie szóstkę panie recenzencie (inb4 tak, przeczytałem do końca recenzję)

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także