Ocena: 6

Jenny Hval & Susanna

Meshes Of Voice

Okładka Jenny Hval & Susanna - Meshes Of Voice

[SusannaSonata; 15 sierpnia 2014]

Nie od dziś w muzyce popularnej funkcjonuje mit perfekcyjnego połączenia dwóch osobowości artystycznych, w wyniku którego to połączenia powstaje coś absolutnie genialnego, nieosiągalnego w pojedynkę. Świetnie ujął to Adam Gopnik w artykule dla New Yorkera, gdzie posłużył się frazą pożyczoną od Stephana Sondheima: „the meeting of limited talent and unlimited soul with the one of unlimited talent and limited soul”.

Ta dość niezgrabna a sugestywna pointa przychodzi do głowy podczas pierwszych, hipnotyzujących odsłuchów „Meshes Of Voice”, albumu zrodzonego ze współpracy dwóch wokalistek i singer/songwriterek – Jenny Hval i Susanny Wallumrod. Pierwszą z Norweżek możecie pamiętać dzięki zeszłorocznej płycie „Innocence Is Kinky”, gdzie już na wstępie gościnna Hval wita nas radośnie słowami „that night I watch people fucking on my computer”. Wallumrod natomiast, poza prowadzeniem własnej wytwórni płytowej, może pochwalić się między innymi norweskim odpowiednikiem nagrody Grammy. Tytułowy duet wspomaga również Anita Kaasboll (śpiewa całe „Honey Dew”; Hval mówi o niej „noise guru”) oraz Jo Berger Myhre (dodaje do miksu m.in. kontrabas).

Wspominałem o pierwszych, hipnotyzujących odsłuchach – to prawda, początki są piękne (słowo „piękno” pojawi się w tej gorzkiej recenzji jeszcze kilkukrotnie). Już w tytule zdradzono nam poszlakę, kierującą ku najgłębszej tajemnicy – tajemnicy piękna znanego twórcom renesansowych madrygałów: że oto z umiejętnego połączenia głosów powstaje Kapitan Pla… niebiańsko brzmiąca muzyka. W „Medusa” i wielu innych fragmentach głosy wokalistek co rusz się przenikają, w „Droplet” i wielu innych fragmentach muzyka skomponowana jest z klasycyzującym wręcz pietyzmem, innym razem całość zderza się z degenerującą elektroniką.

Całe to szaleństwo może być właśnie efektem połączenia rzemiosła i duszy z puenty Gopnika, wkładu emocjonalnego Hval i talentu kompozytorskiego Susanny. Innymi słowy pierwsza daje serce i śpiewa o cielesności/seksualności z rozbrajającą otwartością, druga ubiera przekaz w skomplikowane i piękne współbrzmienia. To znamienne, że Jenny Hval solo nigdy nie brzmiała tak „solidnie”.

Skąd zatem w recenzji momenty ironii i podskórne napięcie, które zwiastuje rychły twist? Po tak pieczołowicie przygotowanej laurce, jaką zaserwowałem Norweżkom w poprzednich akapitach, przyszedł czas na kilka zarzutów. Kłopot z odbiorem „Meshes Of Voice” polega na monotonii strukturalnej, która ujawnia się nagle. Na flegmatyczności piętnastu piosenek, sklejonych w jedność za sprawą przeładowanych tonami melodii i niemrawych refrenów. Za sprawą nie do końca angażujących momentów elektronicznych. Za sprawą faktu, że ciągły patos, dramatyzm i nagromadzenie emocjonalnych wyznań niweluje patos i moc tychże wyznań. Za sprawą dystansu, bijącego ze śpiewanych tekstów, rezerwy i wycofania Hval, którego się po niej nie spodziewałem.

Uznanie, jakie należy się Hval i Wallumrod za perfekcyjne skomponowanie całości nie przeszkadza, niestety, cierpieć z powodu dłużyzn (a przecież album trwa jedynie 51 minut, gdzie mu tam do dzieł francuskiego duetu ambient-folkowego) i znużenia, które w moim przypadku pojawiło się zaskakująco szybko. Najwyraźniej nuda demaskuje pustkę piękna, gdy piękno jest celem samym w sobie (a mam wrażenie, że wielu fragmentom „Meshes Of Voice” można taką diagnozę postawić).

Tak oto muzyka, która jest zjawiskową tkaniną, potrafi swym permanentnym naciskiem na „urokliwość” stłamsić i zasmucić słuchacza, który być może w chwilach najpierwszych przepełnione ma oczęta gwiazdami, lecz ostatecznie łuna bijąca z albumu okazuje się nieznośnie usypiająca, i być może, pomimo niepodważalnej jakości, nie skrywa wiele więcej ponad eterycznie harmonijną strukturę.

Michał Pudło (12 września 2014)

Oceny

Wojciech Michalski: 7/10
Michał Pudło: 6/10
Średnia z 2 ocen: 6,5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: MPudło nzlg
[14 września 2014]
grrzesnarc, jasna sprawa, kompletuję właśnie zbiór skromnych notek o ciekawych tegorocznych wydawnictwach z pogranicza jazzu; uwzględnię również F!O. Stay tuned i pozdrowienia
Gość: grzesnarc
[12 września 2014]
Michale, skrobniesz coś o F!O Enter?

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także