sxnada? screenagers.pl - recenzja: Peaches - Fatherfucker
Ocena: 4

Peaches

Fatherfucker

Okładka Peaches - Fatherfucker

[Kitty-Yo; 15 września 2003]

You know what? I wanna tell you something! I wanna tell you something! You know what??? I DON’T GIVE A FUUUUUUUCK!!! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! You know well I DON’T GIVE A SHIIIIIIIT!!! I don’t give a shit! I don’t give a shit! I don’t give a shit! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck! I don’t give a fuck!!! I don’t give a shit! I don’t give a shit! I don’t give a shit! I don’t give a shit! I don’t give a shit! I don’t give a shit! I don’t give a shit!!! Fuck! Shit! Fuck! Shit! Fuck! Shit! Fuck! Shit!

Oto pełny (sic!) tekst piosenki otwierającej album (pominąłem sampel z „Bad Reputation” Joan Jett, robiący za przerywnik). Autentyk. Lubię puszczać tę piosenkę ludziom i obserwować ich reakcje. Zawsze robi wrażenie.

Jest tylko jeden problem. Ten jakże nieskomplikowany utwór to jeden z mocniejszych punktów na nowej płycie dobrze nam znanej Peaches. Potem jest strasznie nudno, większość pomysłów została chamsko zerżnięta z poprzedniej płyty "The Teaches Of Peaches". Nie można jednak o tej płycie nie powiedzieć jednego – są momenty, gdy przecieramy uszy, bo nie można uwierzyć, że człowiek zdecydował się powołać do życia takie okropności, podpisać się pod nimi i nie zakrywać twarzy w wywiadach.

Shake your dicks! Shake your tits! Shake your dicks! Shake your tits!

Komentować nie trzeba. Powiadają, że płyta ze względu na zawartość słowa „fuck” w tytule będzie miała spory problem z promocją, chociażby w takim pruderyjnym kraju jak Stany Zjednoczone. Nie ma w tym krzty prawdy. Już widzę tłumy niewyżytej hołoty pędzącej do sklepów, by otrzymać ten marny surogat porządnej muzyki.

Z wiadomości merytorycznych o płycie trzeba wspomnieć, że Peaches zaprosiła do studia swoich idoli, jednak nie można ukrywać, że w żaden sposób nie polepszyło to jakości tegoż materiału. Momentami zastanawia zwrócenie się w stronę gitar, jednak po czterech minutach jękowrzasków (mam na myśli kawałek „Rock ‘N’ Roll”) nie ma się już ochoty nad niczym zastanawiać.

Znośnych, choć nie dobrych momentów można doszukać się jedynie w trzech utworach – wspomnianym „I Don’t Give A Fuck” (ze względu na, hm, ekspresję), „Operate” (Peaches śpiewa i to całkiem nieźle!) oraz „Stuff Me Up”, wzbogacone o męski wokal. Nie zapominajmy jednak, że takie piosenki jak „I U She” i „Shake Yer Dix” dotykają dna.

Peaches nie przedstawiła nam niczego nowego. W kwestii swojego stylu definitywnie postawiła kropkę nad „i”. Płyta jest lepsza od swojego poprzednika; fani tej pani niewątpliwie przy niej odlecą, ale dla mnie to wciąż mało.

Qaanaaq (16 września 2003)

Oceny

Kamil J. Bałuk: 4/10
Kasia Wolanin: 4/10
Średnia z 11 ocen: 4,45/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: Antyzjusz
[22 stycznia 2011]
Akurat \"I U She\" i \"Shake Yer Dix\" to wg mnie najlepsze utwory na tej płycie.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także