Ocena: 7

Mogwai

Happy Songs For Happy People

Okładka Mogwai - Happy Songs For Happy People

[Matador; 9 czerwca 2003]

...przecież czasem w każdym z nas budzą się dwie skrajności, tak odległe od siebie i wykluczające się. Nie zawsze dominują, ale mogą to robić. Obydwie tak samo piękne, niebezpieczne, tak samo nielogiczne. Często w swych zachowaniach uruchamiamy spiralę zdarzeń, które są konsekwencją zarówno jednych, jak i drugich. To co stanowi o naszej istocie - to ich wspólny mianownik...

-Jesteś szczęśliwy?

-Dlaczego pytasz?

-To podobno płyta dla ludzi czujących się szczęśliwie.

-Też mi coś. Jak możesz sugerować się tytułem?

-Po prostu uważam, że to jakiś przekaz, sygnał od zespołu. Pamiętasz drugą płytę? Tytuł był adekwatny do zawartości, czy się mylę?

-A pamiętasz trzecią? Czy to było rockowe wymiatanie? Wszystko jest względne, mój drogi.

-A czy rock musi być od razu wymiataniem?

-Nie musi, ale tytuł sugeruje skojarzenia w prostej linii, więc tam był mylący. Poza tym uważam, że jakkolwiek by nie nazwali swojej płyty, muzyka i tak będzie smutna. Zobacz, jak jest na najnowszej.

-A ty jak zwykle pesymistycznie. To, że jest kontemplacyjna i zmusza do refleksji, nie oznacza, że musi być smutna.

-Dla mnie oznacza. Maksymalny dół. Posłuchaj tej postrockowej udręki. Instrumentalny minimalizm na granicy załamania. Refleksja - owszem. Ale tylko negatywna, powrót w rejony wspomnień kojarzących się złowrogo.

-Nie zgadzam się. Tylko dlatego, że rytm jest wolny? Że struktura dąży do minimalizmu? Że nikt nie śpiewa, jaki piękny jest ten świat? Nawet, gdy refleksja dotyczy przeszłości, to przecież może być wolna od przykrych doznań, budzić nadzieję na odkrycie czegoś nowego. Myślę, że słuchając tej płyty zrobię krok w tył, by potem zrobić dwa do przodu.

-Nigdy w życiu. Jedyne pocieszenie to fakt, że smutek będzie trwał tylko około czterdziestu minut.

-Zawsze możesz włączyć jeszcze raz.

-No mogę. Ale wiesz co? Głębiej we mnie wchodziły te długie, rozbudowane kompozycje, których więcej na wcześniejszych płytach. Tutaj każdy utwór z osobna jest jakiś taki krótkawy. No, chyba że potraktujemy album jako jeden wielki utwór. Zresztą, nie wiem czy zauważyłeś, ale gdyby zmieszać wszystkie płyty, a potem losowo wybierać kawałki i stworzyć z nich nowe płyty, nikt nie spostrzegłby zasadniczej różnicy między nimi.

-Chcesz powiedzieć, że w ogóle się nie różnią?

-Nie, no różnią. Na siłę zawsze znajdziesz różnicę. Ten album jest spokojniejszy, prostszy stylistycznie, nie ma tu wielu wycieczek w stronę brzmień mocniejszych. Jakby się uspokoili, jakby smutek dojrzał. Dla mnie to taka cisza przed burzą.

-Smutek dojrzał? To raczej spokojne ukojenie, twórcze doświadczenie, cichy uśmiech od zespołu dla nas. Takie oczko do słuchacza. My wciąż tu jesteśmy, pamiętamy o was.

-A może niektórym już się to znudziło? Może powinni nagrać płytę przebojową, pełną krótkich, chwytliwych numerów, totalne zaprzeczenie konwencji?

-Postrockowcy? No co ty? Właśnie za takie płyty ich kochamy. O to chodzi w tej muzyce. Taka ma być i kropka.

-Sam nie wiem. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to tylko kolejna płyta zespołu. Kontynuacja tradycji i stylu z lat poprzednich. Może mniej ostra, bardziej wyważona, ale wciąż melancholijna, powodująca nostalgię. Wsłuchaj się w leniwą wiolonczelę, w zawodzące skrzypce. Podróż w krainę lodu. Takie szkockie sigurrosowanie.

-A utwór trzeci? Nie przypomina Ci ciepłego, przejrzystego poranka? Czegoś, co dopiero budzi się do życia? Posłuchaj tej pięknej melodii. To swoiste nawiązanie do cudnego momentu z pierwszej płyty. Pamiętasz?

-Jeśli mówisz o Tracy , to nic prócz zgrabnej melodii nie widzę. Dobra, jeden z weselszych fragmentów płyty, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.

-Wiesz, pogubiłem się już. Więc spisujesz całość na straty?

-Nie, absolutnie. To wciąż dobre granie, idealnie budujące nastrój kompozycje, muzyka eksperymentalna, czasem nawet ambientowo transowa, no i wywołuje doła. Pokazuje, że zespół wie, na czym stoi. Nie cofa się, ale też i nie posuwa naprzód. No i na pewno po przesłuchaniu nie czuję się szczęśliwszy.

-A ja wprost przeciwnie. Ta muzyczna przestrzeń nie wpływa na mnie demobilizująco. Czuję się, jak po wciągnięciu powietrza zaraz po deszczu. Umysł otwiera się szerzej, a ja jestem gotów do działania.

-Myśl, jak chcesz. Każdy ma prawo do własnej interpretacji. Ja pozostaję przy swojej.

...niejednoznaczność interpretacji może odzwierciedlać niemoc, ale z drugiej strony jest też przewagą w zrozumieniu siebie. Przecież wszystko jest względne...

Tomasz Łuczak (5 września 2003)

Oceny

Przemysław Nowak: 9/10
Kasia Wolanin: 8/10
Piotr Szwed: 8/10
Artur Kiela: 7/10
Piotr Wojdat: 7/10
Tomasz Łuczak: 7/10
Kamil J. Bałuk: 6/10
Średnia z 34 ocen: 7,97/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także