Ocena: 6

Brodka

Granda

Okładka Brodka - Granda

[Sony Music; 20 września 2010]

Nie jestem na bieżąco z medialnym życiem polskiego showbizu (kim u diabła jest Dżoana Krupa!?), więc wizerunkowa przemiana Moniki Brodki, kiedy ostatnio wygooglowałem jej nazwisko, zrobiła na mnie spore wrażenie. Dla podobnie niezorientowanych: Brodka nie wygląda już jak piosenkarka, Brodka wygląda jak ikona, a ikony mają do siebie to, że nie są naprawdę. Owszem, mogą być twarzami czegoś, czegokolwiek, ale nie funkcjonują poza sferą opakowania – co najwyżej ucieleśniają określone wyobrażenia. Kiedy trafią do przemysłu muzycznego nie słuchamy ich muzyki, ale kontemplujemy role, które odgrywają. To temat przeorany wzdłuż i wszerz, od Marianne Faithfull („dziewczyna Stonesów”) i Nico („nordycka piękność”), po Grace Jones („kobieta-potwór”) i Debbie Harry („króliczek Playboya”). Od Carli Bruni po Agnieszkę Maciąg. Wrzucamy te nieszczęsne kobietki we wcześniej przygotowany zestaw skojarzeń, podług których je oceniamy. Brrr. W ogóle jest jakiś problem z kobiecością w muzyce. O łatkę dla kobiety jest tu wiele łatwiej niż dla mężczyzny. Mamy „romantyczne outsiderki”, „psychotyczne buntowniczki”, „kobiety-produkty”, „kobiety-poetki” i całą masę innych. Trudno tylko o „kobietę-muzyka” – i to nie ze względu na ich obiektywny brak, ale na nasze subiektywne uprzedzenia. W zasadzie przychodzi mi do głowy tylko jedna – Kate Bush – której udało się zerwać z wcześniejszymi tagami nie otrzymując nowych (sorry, Joni!). Inna sprawa, że tym samym Kate stworzyła kolejną łatkę: „Kate Bush”, w którą wpadło jakieś sto milionów naśladowczyń. Nie jest żadną rewelacją, że na tym wszystkim najbardziej cierpi artysta, tfu!, artystka.

Zmierzam do tego, że po Brodce, dziewczynie z „Idola”, ślicznej, filigranowej panience z Podhala, zgraja prymitywów mogłaby oczekiwać wiele, ale na pewno nie „Grandy”. Przecież Monika – mogę tak poufale? – *powinna* w romantycznym półmroku brzdąkać na gitarze cover „Chelsea Hotel #2”. A od pierwszego numeru zamiast Cohenem, jedzie kolejno freak folkiem, Gossip i – rzekomo – Animal Collective. I choć są to w dużej mierze strzały na ślepo – w tym sensie, że nie niosą jakiejś wielkiej wartości, nigdy nawet nie zbliżają się do temperatury wrzenia – dzięki nim „Granda” tworzy autonomiczną przestrzeń, wolną od najbardziej oczywistych skojarzeń. Tak jakby Brodka chciała rozmontować krępujący ją stereotyp, wysuwając na czoło Muzykę. „Szysza”, „Saute”, „K.O.” i „W pięciu smakach”, najlepsze fragmenty albumu, dają do zrozumienia, że „Granda” jest dziełem autorskim. Nie chodzi tu o etos singer-songwritera, ale o pełną zgodność indywidualnej wizji z muzycznym materiałem. Ten materiał broni się przede wszystkim radosną melodyką, która krajowe wątki inkorporuje z zaskakująco dobrym skutkiem (koledzy z Porcys, drżąc przed mozilowym „chujowo-ludowo”, podeszli do sprawy ostrożnie, ale na „Grandzie” naiwna jarmarczność wypada bardzo przekonująco; często przywoływane „taniec wątki rwie, a w tańcu ciebie chcę” pozwala spekulować, czy disco-polo miało kiedykolwiek szansę stać się wartościowym gatunkiem). Z drugiej strony pełna profeska, którą odstawiają zarówno wokalistka, kompozytorzy i producent, troszkę ten album zsyła w getto stylistycznego ćwiczenia, a przecież w twórczości zabarwionej na ludowo nic nie gra większej roli niż czynnik emocjonalny, bliski rockistowskiemu autentyzmowi, który jednocześnie chwyta za gardło i za serce.

Z trzeciej w końcu strony, Brodka nie jest tak konsekwentna jak się początkowo wydaje – finał albumu wpada w schemat dziewczyńskiego romantyzmu/melodramatu z ostatnią piosenką zaśpiewaną po francusku – czym się nieco w moich oczach dyskredytuje. Ale nie chciałbym wobec tej płyty wysuwać jakichś roszczeń stylistycznych, więc poprzestanę na krytyce kompozycji. Monika udowodniła, że nie jest li tylko sobowtórem Johna Cusacka, ale posiada własną osobowość. Pora by przestała słuchać Gossip.

Paweł Sajewicz (11 listopada 2010)

Oceny

Sebastian Niemczyk: 8/10
Marta Słomka: 7/10
Jędrzej Szymanowski: 6/10
Maciej Lisiecki: 6/10
Paweł Sajewicz: 6/10
Średnia z 7 ocen: 6,28/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: Cichy
[9 maja 2013]
Bardzo dobra płyta pop ,oby właśnie taki pop grali polscy artyści i ci co się nimi nazywają. Można bez żenady potanczyc przy niej jak i posłuchać w domu czy aucie. Pan recenzent-filozof jest z trochę innej bajki stąd taka z d..y recenzja ,która pisał wydlubujac jajko z himpstersko H&M-owskiej jakże modnej teraz brody. Kupujcie i spijajcie każda nutę ,będzie smakowało :)
Gość: goniek
[29 listopada 2010]
Polecam zdjęcia z koncertu w Bydgoszczy http://www.mmbydgoszcz.pl/9000/2010/11/28/monika-brodka-w-bydgoskim-klubie-savoy--granda-tour-zdjecia-fotki-fotorelacja?category=photos
Gość: kow
[17 listopada 2010]
jak na razie chyba najlepsza recenzja tej płyty, jaką czytałem.
PS
[16 listopada 2010]
Z grandą jest taki problem, że ona najlepiej działa na poziomie pierwszego wrażenia, bo naprawdę przyjemnie jest obcować z brodką jako postacią świadomą, ogarniętą i zwycięską w starciu ze stereotypami. Natomiast z czasem to zauroczenie mija i pozostajemy z songwritingiem, który nie jest tak znowu dobry. Także moja ocena to kompromis sentymentu i trzeźwego osądu.
Gość: iammacio nzlg
[16 listopada 2010]
zgadzam się z oceną, ale trzeba było odważniej o pozytywach płyty - wychodzi na to, że Granda Ci podchodzi, ale przez zaciśnięte zęby.
Gość: -A-
[12 listopada 2010]
dowcip z sobowtórem cusacka właśnie dotarł do mojego miasta. : )))
Gość: Sajmon
[11 listopada 2010]
Dajecie recenzję po jakichś siedmiu tygodniach od premiery - kogo to teraz interesuje?
PS
[11 listopada 2010]
Heh, wiadomo, kiks ;)
Gość: misiek
[11 listopada 2010]
Oj, sugeruję panu Sajewiczowi od tego poru zupełnie incognito pojawiać się na Podhalu. Górale to krewka nacja i prędzej zarąbią ciupagami niż wybaczą "panienkę z Podkarpacia" :D
Gość: ale
[11 listopada 2010]
szybko się nudzi, nawet te najlepsze piosenki [z teksami łukasiewicza] już po kilku przesłuchaniach robią się jakieś takie jałowe. jakby wypływała cała pseudoautorskość tej płyty. w kilku momentach brodka stara się być nosowską, śpiewa [zazwyczaj] czyjeś fajne teksty, ma producenta i muzyków. jak na polskie podwórko to taka eklektyczna profeska fajnego popu [dla kogoś to może być komplement].
ale lepsze to niż dwie poprzednie okropne płyty.
Gość: korektor
[11 listopada 2010]
raczej Brodka - Granda

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także