Ocena: 4

Hot Chip

One Life Stand

Okładka Hot Chip - One Life Stand

[EMI; 1 luty 2010]

Nie odczuwam potrzeby posiadania zdania na temat „One Life Stand”. Album kilkukrotnie – w różnych warunkach – odsłuchałem, ale jak dotąd nie wzniosłem się ponad poziom lekkiego zaciekawienia. Najlepsze wciąż musi przyjść.

Chciałbym w jakiś sposób docenić odważne „uzewnętrznienie się” się w tekstach, ale na „And I Was A Boy From A School” „jakby” wyczerpali temat, nie? Chciałbym też jakoś „zauważyć” produkcyjny zwrot (utwory to koronkowe tkanki sampli, „głęboki” drugi plan kompozycji, ale czy nie brzmieli tak od zawsze?), ale trochę wstyd rozpływać się nad podaniem (opakowaniem?) utworów, kiedy większość z nich jest niebezpiecznie nieinwazyjna. No, może poza singlowym „I Feel Better” (ale znowu, bardziej zachwyca pomysłowo rozegrany teledysk) i delikatnie poprowadzonym (Bon Iver’owskie zaśpiewy w refrenie) „Alley Cats”.

Płyta, i mówię to smutno, spływa po mnie jak woda po kaczce, co w rzeczywistości przesytu muzyką i jej nadpodaży urasta do rangi najcięższego grzechu – artysta, który poprzez swoje dzieło nie jest w stanie zmotywować mnie jako odbiorcy do opowiedzenia się za lub przeciw dziełu, ponosi, „tak myślę”, sromotną porażkę. Paradoksalnie, najlepiej mój wykręcający się „stosunek od” do albumu oddaje ignoranckie stwierdzenie Aldousa Snow (granego przez wyjątkowo strawnego Russella Branda) z filmu „Chłopaki też płaczą” (2008 r.), który nagabywany przez namolnego fana o wciśnięte mu chwilę wcześniej demo, odpowiada bezczelnie I was gonna listen to that, but then, um, I just carried on living my life.

Maciej Lisiecki (4 maja 2010)

Oceny

Przemysław Nowak: 6/10
Kasia Wolanin: 4/10
Maciej Lisiecki: 4/10
Mateusz Krawczyk: 4/10
Średnia z 5 ocen: 4/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: autor
[29 sierpnia 2010]
burn! dzięki za koretke.
Gość: hot czip
[29 sierpnia 2010]
If I Ever Feel Better? Thinking of Phoenix, czy jak?
iammacio
[4 maja 2010]
mam to samo - 2 lata temu strasznie spinałem się przy okazji ich koncertu, a niemożność nabycia biletów poczytałem sobie jako osobistą porażkę. dziś - seriously darling, i don't give a damn.
Gość: koala
[4 maja 2010]
Ciekawa ze ta zachowawczosc udzielila sie zespolowi na koncertach. Jak 2 albumy temu ogladalem w TV ich wystep na jakims fescie, to tych 5 gibajacych sie za komputerami gosci wydalo mi sie czyms niezwykle ekscytujacym. Cztery lata pozniej stanalem w koncu pod scena, zeby sie przekonac ze ten album to nie jest wypadek przy pracy - nie sadze abym po nastepny w ogole siegnal.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także