Ocena: 7

Nomo

Invisible Cities

Okładka Nomo - Invisible Cities

[Ubiquity; 5 maja 2009]

Być może już gdzieś o tym było, ale funk to najlepsza muzyka do tańca - podsycona erotyzmem i nasączona niebywałą, kipiącą wręcz energią. Tkwią w niej pierwotne instynkty, a jej opalizujący płomień ma właściwości ogrzewające i dosięga każdą, nawet najbardziej strapioną duszę. Wszelkiego rodzaju pogodowe zawieje i życiowe zachmurzenia chowają się gdzieś na dnie naszej podświadomości, zwłaszcza wtedy, gdy w roli muzycznych wodzirejów występują klasyczni artyści z lat 70. – najbardziej owocnego okresu w dziejach tego gatunku. I tak, przykładowo, kiedy James Brown wprowadzał publiczność w mocny trans swoim „Get Up I Feel Like Being A Sex Machine”, to kosmiczne załogi George’a Clintona i Bootsy’ego Collinsa dodawały do zawiesistego groove'u psychodelicznego posmaku. Obecnie mamy do czynienia z małą rewitalizacją nurtu, a wszystko za sprawą tegorocznych, licznych i naprawdę udanych wydawnictw, zdradzających inspiracje funkiem i afro-beatem. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy jest nowe dzieło amerykańskiej, prowadzonej przez Elliotta Bergmana, grupy Nomo, której muzyka kieruje słuchacza na zupełnie inne szerokości geograficzne. Powalająca sekcja rytmiczna, rozedrgane od pustynnego gorąca dźwięki dęciaków, hipnotyczne wibrafony niczym u Mulatu Astatke i większe ciągoty do jazzowych eksperymentów niż na poprzednich płytach „Ghost Rock” i „New Tones”, tworzą piękną mozaikę brzmień. Ta pulsująca fala ciepła naprawdę dociera do ośrodków słuchowych, błyskawicznie się rozprzestrzenia i zadomawia na dłużej. Jeśli jednak nadal będzie wam ciężko na sercu, a nogi same nie poniosą na parkiet – pamiętajcie o bliźniaczo podobnym, mniej odkrywczym, ale łatwiejszym w odbiorze Hypnotic Brass Ensemble. Wiedzcie jednocześnie, że „Invisible Cities” daje więcej od siebie, w tym dużo radości.

Piotr Wojdat (16 listopada 2009)

Oceny

Piotr Wojdat: 7/10
Mateusz Krawczyk: 6/10
Średnia z 2 ocen: 6,5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: smith
[18 listopada 2009]
ja też nie. dlatego kydryński (zawsze mi się początek nazwiska myli, jakby chciał przejść niechybnie w kiljańskiego) przegrywa z łomotem, nie wchodząc do wspólnego zbioru, w ktorym znajduje się Nomo. To tak a propos matematycznych refleksji.
Anselmo
[17 listopada 2009]
Naprawdę nie wiem, bo poziom jest bardzo zbliżony. Na "Invisible Cities" w większych ilościach pojawiają się tzw. luźne formy i przede wszystkim tym się różnią te płyty. Nową też polecam.

Aha, Kydryńskiego bym w to jednak nie mieszał. Jakoś nie znajduję wspólnego mianownika dla Nomo i jego audycji/składanek.
Gość: smith
[16 listopada 2009]
ghost rock to był świetny album. mieszanka jazzu i funku, niby typowa, a lepsza od siest z kiedryńskim.
lepsza nowa od ghost rocka jest?

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także