sxnada? screenagers.pl - recenzja: Sonic Youth - Murray Street
Ocena: 8

Sonic Youth

Murray Street

Okładka Sonic Youth - Murray Street

[Geffen; 10 czerwca 2002]

"Murray Street" to jak na razie ostatni album Soniców ,wydany w 2002 roku... natomiast sam zespół to jedno z najważniejszych zjawisk w amerykańskim alternatywnym rocku ostatnich dwóch dekad. Do takich płyt trzeba więc podchodzić z szacunkiem.

Sonic Youth to grupa specjalizująca się w tzw. noise rocku, ale jeśli ktoś myśli, że to co gra Thurston Moore i spółka to tylko jeden wielki hałas, to grubo się myli. Zespół w przeciągu ponad już 20 lat istnienia zmieniał się, ewoluował i udoskonalał swoją muzyczną drogę. Ostatnie dwie płyty, a więc "NYC Ghosts & Flowers" i "A Thousand Leaves" nie należały do łatwych, kompozycje były stosunkowo długie i rozbudowane, a co może się wydać zaskakujące, zespół nieuchronnie zahaczał o post-rock, przynajmniej w samej formie kompozycji.

Jak się okazało, zespół utrzymał swoją świetną formę także i na "Murray Street" - albumie zawierającym zaledwie 7 kompozycji, ale bardzo udanych, wciągających. Zwłaszcza, że poprzednie wydawnictwo "NYC Ghosts & Flowers" uznawane było przez niektórych krytyków za płytę nudną; zarzucano Sonic Youth brak nowych pomysłów i rozwiązań muzycznych - co dla mnie z kolei było zupełnie niezrozumiałe. Z "Murray Street" jest już jednak inaczej - zdania nie są tak podzielone.

I tak mamy do czynienia z płytą rewelacyjną, wystarczy posłuchać "The Empty Page", "Rain On Tin" czy "Radical Adults Lick Godhead Style"... po prostu cud miód!!! Rewelacyjny jest także moment wyciszenia w "Karen Revisited", kiedy to zespół porzuca główny temat muzyczny utworu i daje się ponieść duchowi improwizacji. Dzięki temu przez parę minut Sonic Youth fundują nam podróż w krainę łagodnej i przestrzennej psychodeli. Robi to piorunujący efekt zwłaszcza, że dalej na płycie mamy mocno niepokojący, rozedrgany "Radical Adults Lick Godhead Style".

Moim zdaniem najwspanialszy jest jednak finał, czyli "Sympathy For The Strawberry", gdzie na wokalu udziela się Kim Gordon i robi to fenomenalnie. Kawałek wspaniale się rozwija, gdzieś tak w drugiej minucie utworu pojawia się głos basistki SY. Następnie mamy istne apogeum - utwór wybucha, zamienia się wręcz we wszechogarniający hałas, ostatecznie bardzo powoli spokojnieje i wprowadza słuchacza w swoisty trans. Jest to idealny przykład na budowanie napięcia w muzyce w ogóle - młodzi powinni się uczyć ;).

Podsumowując, naprawdę warto posłuchać "Murray Street", bo to kolejna bardzo udana płyta nowojorczyków... i nie zmienia tego fakt, iż momentami słabszy wydaje się utwór "Plastic Sun" (trzeba przyznać trochę nudnawy, ale i tak trzymający jako taki poziom). Polecam - jedna z najlepszych rzeczy 2002 roku!!!

Piotr Wojdat (12 sierpnia 2003)

Oceny

Piotr Wojdat: 8/10
Kamil J. Bałuk: 7/10
Tomasz Łuczak: 7/10
Średnia z 10 ocen: 8/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: szwed
[16 kwietnia 2016]
Tak hartowała się stal;)
Gość: Maciek
[15 kwietnia 2016]
Pocieszne były wasze recki kiedyś :)

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także