Ocena: 4

Jarvis Cocker

Further Complications

Okładka Jarvis Cocker - Further Complications

[Rough Trade; 19 maja 2009]

Jarvis Cocker chyba przeżywa kryzys wieku średniego – to najmądrzejsza konkluzja, jaka przyszła mi na myśl po zapoznaniu się z „Further Complications”. O ile pierwsza solowa płyta Anglika ze swoim retro brzmieniem, sympatycznymi melodiami i niezłymi tekstami sprawiała wrażenie wydawnictwa, w którym dawny bohater brytyjskiej klasy średniej godzi się ze swoją rolą raczej drugoplanowej już postaci w muzycznym biznesie, o tyle album najnowszy to dziwaczna próba udowodnienia, że upływ czasu w przypadku twórczych możliwości Cockera nie ma żadnego znaczenia. Otóż niestety ma.

Brytyjczyk jest już dobrze po czterdziestce, ale na „Further Complications” sprawia wrażenie, jakby nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. Wokalista mocno kombinuje z brzmieniem i nieco bezmyślnie żongluje różnymi gatunkami i stylami, jakby jego przygoda z muzyką dopiero co się rozpoczynała. Stara się nadrabiać energią i ironizować jak za dawnych lat, ale to wszystko nie jest ani specjalnie ciekawe, ani przekonujące. Jarvis wypada wręcz kuriozalnie w chaotycznych, garażowych numerach jak „Angela”, na polu wspólnoty w inspiracjach prowokujących porównania z aktualnie wypalonym artystycznie Jackiem White’em (gdyby to miało jeszcze coś wspólnego z „White Blood Cells” czy „Elephant”). Anglik nie sprawdza się także w quasi-jazzowych kompozycjach pokroju „Homewrecker!” (do klimatu z Nowego Orleanu to tu jeszcze bardzo daleko), choć kondycji i werwy akurat w tym utworze odmówić mu i jego kolegom ze studia nagraniowego absolutnie nie można. Nie wiem, kto podpowiedział Jarvisowi, iż obok tego wszystkiego fajnie też będzie mieć na płycie modny numer spod znaku miejskiego elektro disco. Dłużące się, ale i tak całkiem interesujące jak na ten krążek „You’re In My Eyes” w porównaniu do działalności wytrawnych graczy, np. ze stajni Italians Do It Belter, brzmi jak niemrawa próba rywalizacji z młodszymi koleżankami i kolegami w reinterpretacjach najróżniejszych motywów muzyki tanecznej sprzed paru dekad.

Najlepsze wrażenie na „Further Complications” robią piosenki nawiązujące do solowego debiutu Brytyjczyka sprzed 3 lat. Słodko-gorzkie „Leftovers” ma w sobie coś z klimatu schyłkowej, pożegnalnej twórczości wielkich postaci pokroju Franka Sinatry z charakterystycznym tanim, sentymentalnym, scenicznym rozmachem i pozorami ciężaru gatunkowego w warstwie tekstowej. Jakkolwiek banalne i odtwórcze „I Never Say I Was Deep” przypomina o genialnej zdolności, jaką w przeszłości zachwycał Cocker, wnikliwej obserwacji i oceny rzeczywistości, wzbogaconej inteligentnym, niejednokrotnie sarkastycznym dowcipem. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w trakcie powstawania najnowszej płyty Anglik zdecydował się rozstać ze swoją długoletnią towarzyszką życia, utwór ten dodatkowo nabiera tabloidowej pikanterii i przede wszystkim autentyczności oraz stanowi mocny argument w obronie tezy o kryzysie wieku średniego, który miałby dotknąć samego wokalistę. Bo to nie jest tak, że Jarvis Cocker nagle stał się kiepskim songwriterem, a Steve Albini miernym producentem. Po prostu „Further Complications” to album, który im obu troszeczkę nie wyszedł.

Kasia Wolanin (29 czerwca 2009)

Oceny

Piotr Szwed: 5/10
Kasia Wolanin: 4/10
Średnia z 3 ocen: 5,66/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: Iglak
[30 czerwca 2009]
Okładka świetne, ale ciekawe piosenki, to ze 3 niestety
Gość: pszemcio
[29 czerwca 2009]
za to okładka zajebista

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także