Ocena: 5

Neon Indian

Psychic Chasms [EP]

Okładka Neon Indian - Psychic Chasms [EP]

[własnym sumptem; kwiecień 2009]

Taka skromna EP-ka, krótka i jakoś dziwnie wyprodukowana, a próbuje nam tu coś namieszać. Nie przepadam za nadawaniem płytom konkretnych ocen ani tym bardziej za upublicznianiem procesu klarowania się takich not. Ale tym razem będzie mały wyjątek, bo zdaje się, że jest całkiem wymowny. Gdyby ten tekst ukazał się dwa tygodnie temu, „Psychic Chasms” dostałoby zapewne siódemkę, tydzień temu mocną szóstkę, a dziś - jak widać. Lepiej więc nie zwlekać, bo za kolejne dwa tygodnie EP-ka mogłaby dostać ocenę, która wywołałaby pewnie lekkie oburzenie. Już widzę, jak pojawia się pod recenzją komentarz: „nie wiem, pod jakim względem jest to gorsze od takiego Air France”. O tym zaraz. Nazwa szwedzkiego duetu nie padła tu przypadkowo i nie chodzi tylko o format i charakter wydawnictwa. O ile „No Way Down”, jadąc na tej całej „balearyczności”, było przy okazji swoistym opus magnum zjawiska (kwestia dyskusyjna, wiem), które zdominowało minione półtora roku, tak „Psychic Chasms” zdaje się być wyraźnym głosem, że w te wakacje nadchodzi nowe. Obecnie w modzie zaczynają być znajomi Ariela Pinka i pozornie niedbałe na poziomie produkcyjnym, luzackie dziwy (a choćby Nite Jewel opisane jakiś czas temu przez Łukasza Błaszczyka).

O ile porównania „Psychism Chasms” do MGMT – tylko o wiele bardziej kwasowego i takiego, no, true - są jak najbardziej uzasadnione (bo przecież syntezatory, bit i charakter wokalu w dwóch pierwszych piosenkach), o tyle rzekome nawiązania do Ariela Pinka to chyba jednak trochę przegięcie. Tego materiału nawet nie trzeba słuchać zbyt długo, żeby zauważyć, że i produkcja nie jest podobna. Niby i tu, i tu mamy przykrycie piosenek ładnym zagęszczaczem, ale u Neon Indian służy to niestety jedynie jako fajny ozdobnik, o zupełnie innym rodowodzie zresztą (kłania się phaser, funkcja dostępna w każdym przeciętnym programie do tworzenia muzyki) i z kompletnie innym rezultatem (o tym, jakie znaczenie ma według mnie produkcja u Pinka, pisałem, dosyć nieporadnie, w ostatnim jukeboksie).

Żeby oddać EP-ce sprawiedliwość, trzeba jednak powiedzieć wyraźnie: trzy pierwsze kawałki to prawdziwe wymiatacze, chociaż ciężko właściwie określić, co w nich tak urzeka. Fikuśne motywy na syntezatorach - trochę na pewno, bezobciachowo proste bity – czemu nie. No, ale wokal! Wyobraźcie sobie, że macie kilka fajnych motywów na piosenki i z chęcią zrobilibyście z tego super taneczne hiciory, takie z tych melancholijnych raczej. I kiedy wreszcie zabieracie się za nagrywanie, przychodzi taki upał, że odechciewa się Wam śpiewać. Robicie to jednak, oczywiście z gracją stosowną do nastroju, no i jeszcze bit odpowiednio zwalniacie, żeby do wszystkiego pasował. I już, ciche hymny lata 2009 gotowe. Deadbeat summer, it's just a deadbeat summer.

A dlaczego piątka? Biorąc pod uwagę wcześniej wspomniane trzy pierwsze piosenki, ocena zdaje się być trochę krzywdząca, ale jak nagrają solidny longplay, to będziemy bardziej litościwi. Druga połowa „Psychic Chasms” pozostawia zbyt wiele do życzenia, aby dać tak krótkiemu materiałowi wyższą ocenę. „Should Have Taken Acid With You” choć jeszcze jako tako daję radę, to po minucie poważnie nudzi. Bezbarwny przerywnik i ostatnie „Mind, Drips”, które brzmi trochę nawet jak Junior Boys, ale również nie ma tego *czegoś*. Wracając do pierwszego porównania - Air France mimo wszystko nagrali EP-kę dobrą od początku do końca. Swoją drogą, ciekawe kiedy Szwedzi to podrobią.

Artur Kiela (27 maja 2009)

Oceny

Maciej Lisiecki: 6/10
Łukasz Błaszczyk: 6/10
Artur Kiela: 5/10
Kasia Wolanin: 5/10
Marta Słomka: 5/10
Średnia z 5 ocen: 5,4/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także