Ocena: 4

The Killers

Day & Age

Okładka The Killers - Day & Age

[Island; 25 listopada 2008]

Pamiętacie, jak swego czasu „jedyne pismo rockowe w Polsce” co tydzień znajdowało jakiś zapyziały zespół z równie skołtunionego garażu, na który składała się „banda bezczelnych gówniarzy mających szansę stać się najlepszym zespołem świata”, choć przecież „Franz Ferdinand jest takim zespołem”? Albo gdy sprawa tyczyła się grupy znajomych, którzy „może nie potrafią tworzyć dobrych kompozycji, ale przynajmniej nieźle wyglądają”, natomiast wokalista „jest znany z romansu ze sławną modelką/aktorką/whatever”? Co to były za czasy! Jak to bywa w wypadku każdych na siłę tworzonych zjawisk, „new rock revolution” zdawało się być workiem bez dna. Wrzucano tam niemal wszystko, co zaczynało się na „The”, a kończyło na „s”. Nagle okazało się, że wśród kapel czerpiących garściami z garażowego grania znalazły się formacje mające gdzieś takie podejście do muzyki, wolące bawić się najzwyklejszym w świecie pop/rockiem. Wtedy właśnie gwiazda The Killers rozbłysła na dobre. Co ciekawe, nigdy nie potrafiłem do końca zrozumieć fenomenu tych kilku (nie wiem czy bezczelnych) osobników z Las Vegas, tak i teraz nie potrafię rozgryźć, skąd napływa aż taka fala krytyki. Przyznam się bez bicia, że przez te kilka lat mój stosunek do tego całego muzycznego zjawiska mocno się zmienił, bo jak się okazało i tutaj można znaleźć całkiem dobrą muzykę. Natomiast The Killers jawi mi się jako formacja, która tak naprawdę wciąż gra bardzo podobnie, co najwyżej przechodzi od czasu do czasu mały lifting, lecz nadal jest w tej samej, mocno średniej formie. Chyba, że jako materiał porównawczy weźmiemy ilość hitów na daną płytę – wtedy rzeczywiście można stwierdzić, że Amerykanie tak jakby trochę opadli z sił.

No dobrze, my tu gadu gadu, a jak zatem brzmi „Day & Age”? Generalnie bardzo gładko, bez większych nierówności i trochę plastikowo. Właśnie przez taką bezszelestną produkcję niemal każdy numer brzmi podobnie, przez co ma się wrażenie, że wciąż stoi się w miejscu. Zapewne można by było to przeboleć, gdyby przynajmniej piosenki porywały, ale raczej tak nie jest. Problem chyba nie leży w przyjemnych, może nawet wpadających w ucho refrenach, ale w naprawdę słabych zwrotkach, które swoją mizerią potrafią zmęczyć. Oczywiście nie można też pominąć Brandona Flowersa bijącego rekordy beznamiętnego śpiewania, czy też - wersja dla wrażliwych - śpiewania na jedno kopyto, bez żadnych wyżyn czy nizin, eksperymentowania, zmian tempa, po prostu czegokolwiek. Przeciętnie również wypadają zabawy z synth-popem oraz disco motywami. „The World We Live In” czy też „Spaceman”, oprócz dosłownie kilku przyzwoitych sekund, obnażają wszystko, co najgorsze w The Killers, a mianowicie ckliwość oraz pociąg do dennych melodii, które kiedyś i tak się gdzieś słyszało. Ma się ochotę krzyknąć: „nie idźcie tą drogą!”. Zważywszy na to, że kilka razy lepiej wypadają naśladując takich The Clash, np. w „Joy Ride”. Sama piosenka przypomina na chwilę o potencjale tkwiącym w zespole, który niestety rzadko się objawia, bowiem ginie pod naporem kawałków tworzonych chyba jeno po to, aby były singlem. Żeby nie rzucać słów na wiatr pierwszy przykład z brzegu – „Human”. Utwór niesamowicie przeciętny w każdym calu, na domiar złego z linijką wątpliwej jakości: are we human or are we dancer?

Skoro jest tak źle, to dlaczego jest tak dobrze? Jak to często bywa w takich chwilach, zadecydowały niuanse. Nie przypominam sobie w ostatnim czasie albumu tak słabego, a zarazem bezkolizyjnego. Gdy obcujemy z czymś poniżej pewnego poziomu, rodzą się w nas jakieś negatywne emocje, natomiast w wypadku „Day & Age” czegoś takiego nie zaobserwowałem. Bądź co bądź można te wydawnictwo spokojnie przesłuchać, raz na rok nawet zapuścić bez większego spinania się; ot tak, żeby coś brzęczało w tle. A może właśnie o to chodzi The Killers?

Krzysiek Kwiatkowski (5 grudnia 2008)

Oceny

Kasia Wolanin: 4/10
Krzysiek Kwiatkowski: 4/10
Maciej Lisiecki: 3/10
Łukasz Błaszczyk: 3/10
Kuba Ambrożewski: 2/10
Średnia z 9 ocen: 3,33/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: K
[3 października 2012]
Killers to największa zmarnowana kariera ostatniej dekady. Z płyty na płytę coraz gorzej.
Gość: pel
[2 lipca 2011]
Ta krytyka to jedna wielka kpina.
a jeśli nie rozumie się głębi tekstu takiego kawałka, jak human, to serdecznie pozdrawiam
Gość: Meee
[30 stycznia 2011]
Joy Ride? Toż to słabizna straszna. Krytykować Spaceman czy Human, a chwalić Joyride? Jakaś pomyłka... Joyride to czysto nudziarska dwuakordowa pioseneczka - Human i Spaceman to może niezbyt ambitne, ale przynajmniej melodyjne, wpadajace w ucho single na imprezę czy do radia.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także