Ocena: 6

Massive Attack

100th Window

Okładka Massive Attack - 100th Window

[Virgin; 10 lutego 2003]

Twórcy trip-hopu kazali długo czekać na swój nowy album. Zapowiadali muzyczne wyjście z cienia, bardziej przejrzyste kompozycje. Na ile im się udało, każdy niech sam osądzi, jednak udało im się jedno - nie stworzyli drugiej "Mezzanine". I chwała im za to. "100th Window" nie zawiera tak dużej dawki ciężkiego basu, melodia nie odgrywa tu tak dużej roli. Czym zapełniono te luki? Hipnotyzującą prostotą kompozycji, interesującymi efektami elektronicznymi i pojawiającą się gościnnie w trzech utworach piosenkarką, Sinéad O'Connor. I muszę przyznać, że mimo nie najlepszego pierwszego wrażenia, to wystarczyło, aby "100th Window" stał się czymś więcej niż tylko kolejnym albumem grupy.

Płytę rozpoczyna seria regularnych, elektronicznych dźwięków, po czym następuje miłe zespolenie z gitarą i niezbyt głębokim beatem, który stał się podstawą nowego brzmienia zespołu. Piosenka, mowa oczywiście o "Future Proof", jest bardzo obiecującą zapowiedzią tego, co czeka nas dalej. Dalej mamy do czynienia z utworem, który już w sierpniu zawojuje listy przebojów - "What Your Soul Sings". Mocny głos Sinéad wyraża całą gamę emocji, a ostre, szybkie beaty nadają niezwykłego wymiaru tej powolnej piosence. Pomijając "Everywhen", który zdecydowanie nie stanie się moim faworytem, przechodzimy do pierwszego singla z płyty, również z wokalem Sinéad - "Special Cases". Znajdujemy tu posmak dawnego klimatu Massive Attack - mroczny rytm, zawężona aranżacja gitarowa i mocny, pewny siebie głos wokalistki, doskonale oddający przesłanie utworu. Po nim przychodzi czas na mój typ - "Butterfly Caught". Senny śpiew Roberta Del Naja doskonale łączy się z perkusją, która stanowi wiodący instrument. Całość spajają skrzypce, które wspomagają klaustrofobiczny klimat piosenki. I tu kryje się przesłanie całego albumu - perfekcja skrywająca się za prostotą formy. Następny utwór, "Prayer For England", do złudzenia przypomina mi schemat znany z "What Your Soul Sings" - tu może mamy do czynienia po prostu z brakiem pomysłu. Nie zmienia to faktu, że piosenka jest ładna i poruszająca - zupełnie jak wspomniany pierwowzór... W "Smalltime Shot Away" też nie spodziewajmy się niespodzianek - w ośmiu minutach muzyki nie zawarto żadnej myśli przewodniej, żadnej idei. Może właśnie stąd tytuł piosenki. Do mrocznego klimatu znów usiłuje nas wprowadzić "Name Taken", co więcej, niekoniecznie skazane jest to na porażkę. Wrażenie psuje jednak wokal Horace'a Andy'ego, który w odróżnieniu od wokalu Sinéad O'Connor, niezależnie od piosenki, brzmi tak samo. I wreszcie "Antistar" - jeden z najciekawszych utworów na płycie. Niepokojące brzdęki gitary, niepokojąca perkusja, niepokojący głos Roberta Del Naja... I do tego iście trwożące skrzypce... Wszystko to wreszcie wprowadza w widmowy klimat i pozwala zapomnieć o niedoskonałościach poprzednich piosenek. Zakończenie w pięknym stylu.

Jeśli pominiemy surowość muzyki zaprezentowanej na "100th Window", album ten możemy uznać za jak najbardziej udany. Po zaakceptowaniu momentów wskazujących na brak pomysłu, które może w rzeczywistości były celowym zabiegiem muzyków, album potrafi wprowadzić słuchacza w stan zapomnienia... w moment zadumy - czy taki będzie muzyczny kierunek, w którym będzie podążać Massive Attack? Mimo wszystko mam nadzieję, że nie.

Qaanaaq (21 lipca 2003)

Oceny

Kamil J. Bałuk: 8/10
Kasia Wolanin: 8/10
Piotr Wojdat: 7/10
Piotr Szwed: 6/10
Średnia z 15 ocen: 6,86/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także