Ocena: 6

Supergrass

Diamond Hoo Ha

Okładka Supergrass - Diamond Hoo Ha

[Parlophone; 24 marca 2008]

Opinie dotyczące pierwszego singla z opisywanego tutaj albumu były podzielone. Jedni się cieszyli, bo „Diamond Hoo Ha Man” (co to za tytuł/nazwa w ogóle?) był ROCKOWYM, przesterowanym wymiataczem; inni narzekali, że utwór jest kupą nudnego, ciężkawego badziewia i w ogóle nic ciekawego się w nim nie dzieje. Mnie było zdecydowanie bliżej do tej drugiej grupy, po usłyszeniu tego kawałka wręcz wcale nie miałem ochoty słuchać całego albumu. Gaz Coombes i jego koledzy zrobili coś, o co ich akurat trudno było posądzać – jedna z najlepszych singlowych grup lat 90. wybrała bubel na promocję swojego najnowszego dzieła. Falstart.

Ostatecznie, jak widać, posłuchałem. Czy żałuję? Na pewno nie, co jednak wcale nie oznacza, że mamy do czynienia z czymś wybitnym. Po utworze (prawie) tytułowym następuje już znacznie lepszy „Bad Blood” – klasyczny Supergrass z początkiem przywołującym debiut oraz chwytliwym, radiowym refrenem. Przyjemne. Potem niestety już tak fajnie nie jest: trzeci utwór, a w szczególności jego refren, najlepiej opisuje słowo „uciążliwy”; a następujący po nim „When I Needed You” absolutnie niczym się nie wyróżnia. I tak bez specjalnych zachwytów idziemy dalej, wysłuchując mniej („The Return of Inspiration”, zepsuty przez wyjątkowo denerwujący motyw przewodni gitary) lub bardziej („345”) udanych pop-rockowych kawałków, z których Supergrass słynie od dawna. Generalnie słyszeliśmy to już wiele razy – w wykonaniu z „Diamond Hoo Ha” nie boli, ale też nie ma się za bardzo czym zachwycać.

To skąd taka ocena? Szóstkę Supergrass ratuje bardzo dobra końcówka, konkretnie 3 ostatnie utwory, rzutem na taśmę podwyższające ocenę o 2. Połowa tego dodatkowego dorobku punktowego idzie za samo „Whiskey and Green Tea”, zdecydowanie najlepszy utwór na płycie – przebojowy, z saksofonowo-dalekowschodnimi udziwnieniami oraz sensownym (wreszcie!) użyciem ciężkich gitar w refrenie. Dzieje się w tym kawałku więcej niż na połowie płyty, to jedyny utwór z tego zestawienia, który spokojnie można usadzić na składance najlepszych momentów Supergrass. Wyborne, nawet pomimo lekko bełkotliwego tekstu.

Następny utwór, klasycznie britpopowy „Outside”, utrzymuje tempo i przygotowuje na closer, brzmiący jak zderzenie pre-berlińskiego Bowiego z „The Cars”, który swoją zwiewną melodyjnością oraz odrobiną patosu bardzo udanie kończy album. Najsłabszy w katalogu Supergrass, ale dość daleki od przynoszenia grupie wstydu. A to już coś.

Dariusz Hanusiak (31 marca 2008)

Oceny

Przemysław Nowak: 7/10
Kuba Ambrożewski: 6/10
Piotr Szwed: 4/10
Średnia z 6 ocen: 6/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także