Ocena: 4

Ultra Orange & Emmanuelle

Ultra Orange & Emmanuelle

Okładka Ultra Orange & Emmanuelle - Ultra Orange & Emmanuelle

[RCA; 26 marca 2007]

Już na wstępie mocno promowana w naszym kraju płyta zalicza poważną wpadkę. (Prawdopodobnie) najlepszy utwór – otwierające „Sing Sing” – na wszystkich sprawdzonych przeze mnie cd-kach brzmi jak plik .mp3 o bitrate nie przekraczającym 80kbps. Nie wiem, aż nie chce się wierzyć, żeby był to zabieg zamierzony. Choć z drugiej strony – nikt nigdzie do tej pory nie wspominał o uszkodzonej ścieżce nr 1.

Ale co tam technobełkot, kogo obchodzi bitrate, skoro przy mikrofonie stoi NAJPIĘKNIEJSZA KOBIETA ŚWIATA. Emmanuelle Seigner, żona Romana Polańskiego… Tak, tak, wszyscy wiemy. Francuska modelka być może nie jest najlepszą aktorką i z pewnością nie jest najbieglejszą wokalistką, ale za to jest NAJpiękniejsza. Koniec. Kropka. Tyle, że uroda to wartość, która przemija szybciej niż ot, choćby zdolności artystyczne. Dlatego być może, w wieku 41 lat, przy wzmożonej aktywności aktorskiej, Emmanuelle pokusiła się o nagranie debiutanckiej płyty. Sposób na odreagowanie kryzysu „kobiety po czterdziestce” czy dojrzała (w końcu) działalność niezależna od poczynań męża? Kto widział teledysk „Sing Sing”, ten wie, że przynajmniej w obiektywie kamery, pani Seigner przez najbliższych kilka/kilkanaście lat o swój wygląd obawiać się nie musi. I wizerunek „rockowej dziewuchy”, lirycznej, seksownej i drapieżnej zarazem tylko potęgują wrażenie nie przemijającego czaru. Trwaj nam Emmanuelle na wieki!

I tak można by te rozważania, jak z żurnala o modzie, ciągnąć jeszcze długo, ale przypominam: jesteśmy nie w środku sennych marzeń z żoną Polańskiego w roli głównej, ale na Screenagers.pl. A jeśli dokonania Ultra Orange i Emmanuelle prześwietlić pod kątem muzycznym to… No cóż, nie oszukujmy się – nikt by tej płyty, bez udziału ślicznej celebrity nie wydał. I nie chodzi nawet o to, że piosenki są jakoś przeraźliwie złe. Nie. Są raczej proste, proste jak budowa cepa – żeby nie powiedzieć „prostackie”. I wtórne. Gitarowo zorientowany pop z odniesieniami do klasyki przełomu lat 60. i 70. bez krzty inwencji. Są też pozbawione dobrych melodii – niezbyt nachalne, ale też nie przykuwające uwagi. Dwa momenty zapadają w pamięć: kuriozalne wykonanie kołysanki z „Dziecka Rosemary” (na wypadek, gdyby ktoś zapomniał, z kim mamy do czynienia), brzmiące jak temat autorstwa Ennio Morricone (to akurat zapisuje się piosence in plus) skrzyżowany z koszmarnymi melorecytacjami głównej bohaterki. Drugim jest ładna piosenka „Lines On My Hand” z rozkosznie naiwną linią dającą się nucić nawet w kilka dni po odsłuchu. Dlatego, o ile w starciu Emmanuelle vs. Wiek mamy bezpieczne 2:0, o tyle sparing z rynkiem muzycznym pani Seigner przegrywa. Co oczywiście nie przeszkadza jej pozostać NAJPIĘKNIEJSZĄ KOBIETĄ ŚWIATA. I, prawdę powiedziawszy, od początku nie chcę mi się wierzyć, że Emmanuelle Seigner te 40 lat rzeczywiście skończyła. Więc po co płyta?

Paweł Sajewicz (14 listopada 2007)

Oceny

Paweł Sajewicz: 4/10
Marta Słomka: 3/10
Średnia z 5 ocen: 4,4/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także