Ocena: 5

Goon Moon

Licker's Last Leg

Okładka Goon Moon - Licker's Last Leg

[Ipecac; 8 maja 2007]

Kilkanaście lat temu Kurt Cobain użył w odniesieniu do działalności Pearl Jam określenia „przyszywana alternatywa” (co swoją drogą dowodzi, że można być muzykiem w swojej klasie wybitnym i jednocześnie gówno wiedzieć o muzyce). Słuchając pierwszego longplaya Goon Moon ciężko oprzeć się wrażeniu, że do tej grupy bardziej niż do jakiejkolwiek innej pasuje takie właśnie etykieta. Założona przed pięciu laty przez Jeordie White’a – basisty mogącego wreszcie zerwać z przybranym na potrzeby projektu pt. Marylin Manson pseudonimem Twiggy Ramirez oraz Chrisa Grossa – cenionego producenta oraz gitarzysty pionierów stoner rocka Masters Of Reality, stała się na swoim drugim wydawnictwie czymś w rodzaju uboższej siostry Desert Sessions. Wskazuje na to udział, obok etatowego już perkusisty projektu Zacha Hilla, plejady gwiazd amerykańskiego rocka (z tych najbardziej znanych warto wymienić Josha Homme, Dave'a Catchinga i Josha Freese'a) oraz ich wpływ na rozwarstwienie stylistyczne całego przedsięwzięcia. Jeżeli pokusić się o wskazanie najmocniejszej strony nowego dzieła Goon Moon, to należy przede wszystkim postawić właśnie na całkiem niezłą umiejętność mieszania różnych gatunków – od hałaśliwego popu, przez blues, R&B aż do hard rocka, glamu i stonera. Szkoda, że po pustynnych sesjach Goonies nie odziedziczyli także surowego brzmienia, bowiem dopieszczona produkcja materiału czasami psuje efekt całkiem nieźle zaaranżowanych kompozycji.

Na pierwszy rzut oka wygląda, że wszystko jest na swoim miejscu. Punktem wyjścia dla kompozycji z pierwszej połowy płyty jest twórczość takich grup jak Stone Temple Pilots i Queens Of The Stone Age (zwłaszcza w świetnym „My Machine” i „Feel Like This”). Później zespół sięga po więcej środków wyrazu – „Tick Toe” cechuje post-punkowy, monotonny rytm, bardzo dobry „Lay Down” przywołuje echa starego glam-rocka a „Balloon?” zaskakuje charakterystycznym dla Eagles Of Death Metal luzem. Strzałem w dziesiątkę okazał się wzięty na warsztat utwór „Every Christian Lion Hearted Man Will Show You” z repertuaru Bee Gees, który świetnie wpasował się w otoczenie „Licker’s Last Leg”. Prawdopodobnie najbardziej odjechanym kawałkiem w zestawie jest prawie dziesięciominutowy, eksperymentalny „The Golden Ball”. Bliższe spojrzenie na całość zdradza jednak brak pomysłowości i konsekwencji w osiągnięciu zamierzonego celu. Pod płaszczykiem rzekomej alternatywy próbuje się nam przemycić dość oczywistą w gruncie rzeczy, opartą na klasycznych gitarowych riffach muzykę rockową, podbarwioną lekko psychodelią, eklektyzmem, ambientem i wariacjami brzmieniowymi. Bodaj w żadnym z dwunastu kawałków nie ma jednak choćby zalążka nowatorstwa. Wszystkie wykorzystane przez White’a i Gossa patenty są doskonale znane na amerykańskiej scenie od dobrych dziesięciu lat. A same kompozycje pozwalają materiał ocenić najwyżej jako przeciętny.

Jeżeli White’owi, Grossowi i spółce zależało na tym, żeby w swoim pobocznym projekcie popuścić wodze muzycznej fantazji, to udało im się to tylko połowicznie. Miejmy nadzieję, że zespołowi nie chodziło o zawłaszczenie części sceny alternatywnej, bo „Licker’s Last Leg” zapewne bardziej przypadnie do gustu fanom rocka usytuowanego bliżej mainstreamu. Dla nich wszystkie eksperymentalne zabiegi Goon Moon mogą wydać się interesujące, na bardziej wymagającym słuchaczu nie zrobią jednak większego wrażenia. Jeżeli jednak płyta miałaby posłużyć jako pomost pomiędzy nurtem komercyjnym a niezależnym i na szerszą skalę zachęcić sympatyków tego pierwszego do rozszerzenia swoich muzycznych poszukiwań, to praca włożona w powstanie albumu nie pójdzie na marne, choć taki efekt będzie zapewne nieco przypadkowy.

Przemysław Nowak (12 lipca 2007)

Oceny

Przemysław Nowak: 5/10
Średnia z 3 ocen: 4/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: bang
[30 listopada 2009]
czemu zawsze jest tak, że jeśli oceniamy płytę zespołu znanych już i dobrych muzyków, to oczekujemy wielkich rewolucji? dla mnie ta płyta jest świetna, pewnie dlatego, że jestem zwolenniczką takich "monotonnych" i "szarych" brzmień. fakt, nie jest to nic przełomowego - ale nie wszystko musi takie być, mi wystarczy kawałek dobrego grania.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także