Ocena: 5

The National

Boxer

Okładka The National - Boxer

[Beggars Banquet; 22 maja 2007]

Sztuką jest przynudzać interesująco. Po „Alligator” wydawało się, że The National tę umiejętność opanowali na dobry z plusem. Rok 2005 zastał Interpol na wakacjach, co skrzętnie wykorzystali Matt Berninger i spółka, przejmując na kilka miesięcy rolę pierwszej smutnej załogi z NYC. Kto wie, gdyby zespół znalazł promotora w naszym pięknym kraju, a jego frontman popracował nad sprawami wizerunkowymi, mógłby pewnie dorobić się pokaźnego grona wielbicieli i wielbicielek nad Wisłą, gdzie statystycznego fana rocka obowiązuje minorowy nastrój, a depresyjność muzyki jest wyznacznikiem jej jakości. Szydzę sobie, a „Alligator” sam umieściłem na liście ulubionych płyt roku. Jest oczywiste dlaczego – był to dobry album. Niestety, rok bieżący The National przywitali ze znaczną obniżką formy, a ich najnowsze dzieło przywołuje jeden z numerów na debiucie Afro Kolektywu, mianowicie „Smutny i nudny”.

Albumem „Boxer” zachłysnęło się więcej niż pół internetu, od poczytnych serwisów, przez paradę blogerów, po zwykłe szare forumowe żuczki. Nic dziwnego – The National są misiami na miarę naszych możliwości. Zajawkowicze takiego Midlake sprzed roku będą zachwyceni. Postawa nowojorczyków jest wprost idealnie skrojona pod wymagania ery indie-blogów. Obowiązkowa melancholia, bezpieczne, oparte na gitarach, ale wzbogacane tu i ówdzie pianinem, dęciakami i smyczkami (znaczy, różnorodne) brzmienie, dojrzały timbre zrezygnowanego wokalu (kto by się przejmował Stuartem Staplesem). Gościem grupy jest sam Sufjan Stevens – halo! Znaczy, że musi być zajebiste! Niestety, jest raptem poprawne, pozbawione wyrazistości, aż nadto homogeniczne. Brakuje znamiennych dla „Alligator” i najlepiej dziś pamiętanych, siarczystych numerów w typie „Lit Up” albo „Mr. November”. Nieśmiałym wspomnieniem ognia The National są wiedzione dużą perkusją a la Joy Division „Mistaken For Strangers” i „Apartment Story”. Ich melodiom brakuje jednak dostatecznej charyzmy, by zostać na dłużej. To dotyczy całości. „Boxer” zbyt dużego oparcia szuka w samym klimacie nagrań, dopuszczając się przesadnych przestojów w grze i zapominając o ciekawych piosenkach. Tym samym album zgłasza aspiracje do miana najbardziej przereklamowanego wydawnictwa sezonu.

Kuba Ambrożewski (5 czerwca 2007)

Oceny

Krzysiek Kwiatkowski: 7/10
Kasia Wolanin: 6/10
Przemysław Nowak: 6/10
Kuba Ambrożewski: 5/10
Maciej Lisiecki: 5/10
Tomasz Łuczak: 5/10
Średnia z 20 ocen: 6,5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: aloha
[12 maja 2010]
wcale nie!!! :P
przy okazji pojawienia się high violet przypomniałam sobie boxera i inne ich płyty i zasłużenie boxer zdobył wtedy taką popularność - bardzo udany album. the national się bronią z płyty na płytę - szacun szczery. nie przypuszczałam, że to taka solidna i ciekawa kapelka będzie.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także