Ocena: 6

Devastations

Coal

Okładka Devastations - Coal

[Brassland; 18 październik 2006]

Mimo buntowniczo brzmiącej nazwy - Devastations - twórczość tercetu rodem z Melbourne wolna jest od tendencji burzycielskich. Młodzi muzycy skupiają się raczej na doszlifowywaniu stylu wypracowanego przez takich artystów jak Leonard Cohen, Tindersticks, a przede wszystkim Nick Cave. Na szczęście odkurzanie tego, co stare i sprawdzone niekoniecznie musi prowadzić w stronę poprawnego warsztatowo nudziarstwa. Devastations swoją najnowszą produkcją udowadniają, że odrabiając lekcje z klasyki ambitnej rockowej piosenki, można nagrywać płyty, które na tle dokonań rówieśników będą brzmieć niezwykle świeżo.

Na „Coal” naprawdę ciężko wskazać jakąś słabą, nieprzemyślaną kompozycję. Mamy tu przebojowe „Sex and Mayhem” i „The Night I Couldn't Stop Crying”, które zapadają w pamięć już po pierwszym przesłuchaniu. Te dwie, najbardziej komercyjne piosenki pełnią jednak tylko rolę przynęty. Jeśli dacie się na nią złapać, najprawdopodobniej spędzicie z najnowszym wydawnictwem Devastations więcej czasu, odkrywając, że najsilniejszą bronią Australijczyków nie są melodyjne refreny, tylko zdolność nieśpiesznego budowania nastroju. Spora w tym zasługa umiejętnego szafowania aranżacyjnymi patentami; piosenki dość daleko odchodzą od schematu zwrotka - refren, tworzące je motywy następują po sobie w sposób zaskakujący, ale nigdy efekciarski. Duże wrażenie robi dojrzały sposób łączenia skrajności – charczące przestery tworzą spójną całość z delikatnym brzmieniem pianina i słodziutkimi partiami skrzypiec.

Nie sposób jednak ocenić najnowszej płyty Devastations nie wspominając o głosie Conrada Standisha. Stanowi on spory atut i jednocześnie największe przekleństwo grupy. Lider Devastations śpiewa bowiem w sposób bardzo zbliżony do Nicka Cave’a, układa podobne linie wokalne, prawie identycznie akcentuje, w charakterystyczny, Cave’owski sposób przechodzi od recytacji do śpiewu. Przyjemność z słuchania „Coal” zakłócają więc pojawiające się pytania: czy ja tego już gdzieś nie słyszałem, a jeśli tak to gdzie? Na „Henry’s Dream”, a może na „The Good Son”? Nie sposób jednak odmówić kawałkom takim jak „What's A Place Like That Doing In A Girl Like You?” czy „I Don't Want To Lose You Tonight” posępnego, melanchilijnego czaru. Można nawet śmiało stwierdzić, że są one lepsze, bardziej wyraziste od wielu niewypałów z „Abattoir Blues / The Lyre Of Orpheus”.

Marce „Devastations” grozi niewątpliwie opinia produktu cave’opodobnego. Na swoich następnych płytach Australijczycy będą musieli przeciwstawić jej mocne argumenty, w przeciwnym razie powinni się przygotować na miażdżące porównania, złośliwe żarty, a przede wszystkim na smutny los muzycznych epigonów. Na razie jednak owa cave’opodobność nie przeszkadza, a momentami smakuje naprawdę wybornie.

Piotr Szwed (18 grudnia 2006)

Oceny

Piotr Szwed: 6/10
Marceli Frączek: 5/10
Średnia z 5 ocen: 6,4/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także