Ocena: 7

Gomez

How We Operate

Okładka Gomez - How We Operate

[ATO; 2 maja 2006]

Grupa Gomez od dobrych pięciu lat ma przechlapane. Kiedy na samym początku kariery tej ewidentnie inteligentnej kapeli udało się zdobyć przychylność mediów, brak umiejętności skutecznego wykorzystania zainteresowania spowodował, że z każdym sukcesywnym albumem grupa mimowolnie wycofywała się na dalszy plan. Gdyby sprzedaż kolejnych płyt przedstawić za pomocą wykresu, ujrzelibyśmy powolny obsuw na początku działalności, swobodne spadanie na wysokości trzeciego albumu i odrzutowe pikowanie w czasach dzisiejszych. Tak przynajmniej twierdzą sami zainteresowani. Nic więc dziwnego, że usilnie próbują tę tendencję odwrócić pukając do drzwi mainstreamowej chałtury, ostatecznie porzucając reprezentatywne dla nich rejony papierosowo-bluesowe na rzecz formatu radiowego. Problem w tym, że radio ich nie chce.

Analizując słuszność posunięć przed wydaniem „How We Operate”, nie sposób doszukać się śladów błędu. Oto dostaliśmy utrzymaną w niezwykle słonecznym klimacie przebojową płytę, wydaną piętnaście minut przed kalendarzowym latem. Singlem został „Girlshapedlovedrug”, banalna, lecz nośna piosenka, malująca hymniczne zacięcie wczesnego Travis naiwnymi barwami The Kooks. Popularność tych ostatnich również powinna była pomóc, chociażby zgodnie z zasadą, że gdzie sukces, tam i naśladowcy. Miało być tak dobrze, wyszło jak zawsze, to znaczy Gomez coraz bardziej staje się formacją z przeszłości. Wspomniany pilot albumu przeleciał przez playlisty radiowe w tempie meteorytu, podcinając skrzydła całej eskadrze potencjalnych singli. „How We Operate” dwa miesiące później nikt już nie pamięta.

Szkoda, bo formacja najwyraźniej złapała wiatr w żagle. Ostatecznie odcięto się od przeszłości porzucając wyeksploatowaną formułę tworzenia kolejnych kopii „Whippin Piccadilly” (co mocno rzucało się w oczy na poprzednim „Split The Difference”), wprowadzając Gomez na nowe zupełnie nowe rejony. Czasami rejony tak dziewicze, że jedynym dowodem na autorstwo płyty są znajoma chrypka Bena Ottewella i nosowy głos Iana Balla. Drugi największy problem formacji, jej zagorzali fani, nie przyklasną ewidentnej refrenowości albumu, lecz prostota nowej drogi jest wyłącznie pozorna. Niezależnie od nowego, krystaliczno-popowego garnituru, Gomez pozostają bystrzakami. Czasem przejawia się to drobną dezorganizacją w mostku, innym razem nieoczekiwanym przestojem czy lekko poluzowaną melodią; sznyt „How We Operate” odkrywa się po dobrym osłuchaniu.

Przede wszystkim „Notice”. Semi-akustyczna, nieśmiała piosenka, urastająca do najlepszego otwarcia w ich dyskografii. Może to chłopięca maniera Balla idealnie komplementująca ważkość tematu, może wyciszenia w drugiej zwrotce, trudno zdefiniować główny czynnik bezdyskusyjnej przylepności. Konstrukcja „How We Operate” również zdaje się mieć znaczenie, każdy następujący po „Notice” utwór zwiększa tempo by na wysokości „Girlshapedlovedrug” przemienić Gomez w pełni zelektryfikowany zespół. Reszta albumu funkcjonuje na zasadzie „jedziemy melancholijnie – gramy z wigorem”, lecz poza utworem kończącym, zespół ani razu nie wpada w zbudowany przez siebie schemat. Dwanaście utworów, jedenaście udanych plus nowy pomysł na granie. Kto wie, może następna płyta będzie jeszcze lepsza.

Tomasz Tomporowski (8 sierpnia 2006)

Oceny

Przemysław Nowak: 7/10
Tomasz Tomporowski: 7/10
Kasia Wolanin: 6/10
Marceli Frączek: 5/10
Piotr Szwed: 5/10
Średnia z 8 ocen: 6,12/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także