Ocena: 6

The Most Serene Republic

Underwater Cinematographer

Okładka The Most Serene Republic - Underwater Cinematographer

[Arts & Crafts; 12 lipca 2005]

Całkiem niedawno mój redakcyjny kolega udowadniał przy okazji recenzji albumu The Beautiful New Born Children, że razem z globalizacją i ogólną dostępnością dóbr kulturalnych, skróceniu uległ okres świeżości, czy wręcz żywotności muzycznych dzieł. Teorię tę śmiało można uogólnić, bowiem wspomniane spostrzeżenie w ostatnim czasie tyczy się nie tylko albumów i ich twórców, ale wręcz całych gatunków muzycznych. Przykładem może być to, co dzieje się obecnie z szeroko rozumianą alternatywą kanadyjską. Na fali popularności klasyków już niemal tej sceny – The Arcade Fire czy Broken Social Scene – coraz więcej niezależnych wytwórni i serwisów muzycznych prześcigało się w promowaniu kolejnych odkryć spod znaku klonowego liścia. Rynek dość szybko się nasycił i dziś wszystkie kolejne premiery przyjmowane są z dużą dozą sceptycyzmu. Tak jest na przykład z albumem „Underwater Cinematographer”. Jeszcze dwa lata temu ta płyta mogłaby być nie lada gratką dla fanów muzyki alternatywnej, dziś w natłoku innych podobnych wydawnictw ocena debiutu młodziutkich The Most Serene Republic siłą rzeczy musi być bardziej wyważona. I niewiele zmienia tu fakt, że płyta ta dotarła do naszego kraju z niemałym opóźnieniem.

Ciężko przy okazji zetknięcia się z kolejnymi wydawnictwami zza oceanu nie zadać sobie kilku pytań. Czy płyta, której właśnie słuchamy znacząco różni się od innych, które już mieliśmy okazję poznać? Czy prezentuje się okazale na tle najważniejszych dokonań w swoim gatunku? Czy za pół roku, kiedy będziemy bogatsi o kilka kolejnych kanadyjskich odkryć, będziemy mieli ochotę do tej płyty wrócić? Niestety coraz częściej jesteśmy zmuszeni przyznać, że na tego typu pytania szczera odpowiedź jest przecząca. Podobnie jest w przypadku The Most Serene Republic. Zespół wyraźnie zainspirowany twórczością autorów „You Forgot It In People” nie potrafi wiarygodnie odciąć się od skojarzeń z nimi. Brakuje mu przy tym polotu, którym cechują się choćby Kiss Me Deadly, brakuje urzekającej liryczności Band Of Horses (no tak, oni są ze Seattle, ale to przecież blisko Kanady). Pozostaje dość oryginalna aranżacja, i kilka zaskakujących momentów powplatanych w dość ograne schematycznie kompozycje. Do nich można zaliczyć akustyczne interludium w „Content Was Always My Favorite Colour”, instrumentalne quasi-improwizacje w „The Protagonist Suddenly Realizes…”, ciekawe eksperymenty z rytmiką w “Proposition 61” czy wielogłosowe zakończenie „Where Cedar Nouns And Adverbs Walk”.

Płyta broni się w całości pomimo swej wtórności dzięki kilku dość istotnym zaletom. Przede wszystkim jak na swój wiek (wszyscy około dwudziestu lat) muzycy The Most Serene Republic bardzo dobrze radzą sobie z wykorzystaniem dość szerokiej gamy instrumentów i efektów elektronicznych. Niektóre partie zalatują wręcz wirtuozerią i przesadnym eksperymentatorstwem i bywa, że ten akurat aspekt psuje nieco delikatny, przypominający The Flaming Lips, indie-popowy charakter utworów. Taka ambitna, złożona struktura nie pasuje po prostu do lekkiej stylistyki, opartej na post-rockowych pejzażach. Jest to jednak szczegół rzucający się w uszy dopiero przy bliższym kontakcie z albumem a samo umuzykalnienie artystów wpływa na materiał bardzo korzystnie. Dobrym pomysłem było także zachowanie pewnej spójności całego wydawnictwa. Brzmienie wszystkich kompozycji jest celowo nieco zniekształcone, lekko przytłumione i szumiące. Podpowiedź zamierzenia artystów znajduje się w tytule płyty. W istocie zamykając oczy przy muzyce z „Underwater Cinematographer” łatwo wyobrazić sobie siebie nurkującego na bogatej w egzotyczną florę i faunę rafie koralowej. Sprzyja temu ulotny charakter utworów i zmieniająca się ich dynamika.

Omawiana płyta nie jest arcydziełem, ale nie można też powiedzieć, że nie zasługuje na zapoznanie się z nią. Problem tkwi gdzie indziej, a mianowicie w tym, że podobnych wydawnictw nasłuchaliśmy się już (nie tylko zresztą w tym roku) w takiej ilości, że od zespołu, który aspiruje do miana kolejnego odkrycia oczekujemy po prostu czegoś znacznie więcej. Oczekujemy nowatorstwa, umiejętnych eksperymentów z brzmieniem i stylistyką, talentu w pisaniu chwytliwych kompozycji – taka jest bowiem specyfika kanadyjskiej alternatywy. U The Most Serene Republic żaden z tych elementów nie jest obecny w stopniu bardziej niż satysfakcjonującym, dlatego też płyta „Underwater Cinematographer” może być przyjemnym uzupełnieniem tegorocznych dań głównych, ale jednym z tych dań raczej stać się nie powinna.

Przemysław Nowak (19 czerwca 2006)

Oceny

Przemysław Nowak: 6/10
Średnia z 2 ocen: 5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także